sprzedam mieszkanie
[22.09.10/12:03]
na Mokotowie. jak ktoś chętny, dajcie znać :)
raźniej mi, choć to tylko chwila
[16.02.10/11:58]
poprzedni tydzień był bardzo przyjemny. po pierwsze spędziliśmy pierwszy w życiu weekend bez córki. nie było łatwo. tym bardziej, że: 1. popsuł się samolot, 2. czekaliśmy 10 h na lotnisku, 3. dzięki temu powstała obawa, że nie będzie miał kto nas wpuścić do mieszkania już na miejscu... i ta głupia myśl z tyłu głowy: a może to znak? może nie lecieć i wrócić do domu?
na szczęście wszystko się udało, choć prawie cały dzień zmarnowany.
wróciliśmy w poniedziałek przed północą i wtorek spędziłam z córką, bo bardzo za nami tęskniła.
dzięki temu tydzień okazał się krótki, do tego w pracy mało zajęć, więc zupełnie lajtowo, i jeszcze ciągle ktoś z rodziny nam podrzucał a to obiad, a to zupę, wię nie musiałam gotować :)
i proszę, jeden taki lżejszy tydzień, a człowiek nabiera innego spojrzenia. i od razu mu się coś chce. miałam czas nawet poczytać książkę, co mi się nie zdarzyło od kilku (abo kilkunastu) miesięcy - nie licząc niegrubego poradnika w tzw. "międzyczasie".
pop raz kolejny ruszam temat przeprowadzki. odpuściłam sobie, bo straciłam i siłę i cierpliwość (ewedentny brak wsparcia po stronie mauża), a teraz podejmuję temat na nowo. jeśli nie wyjdzie, to słowo honoru, wystawiam nasze miszkanie na zamianę i przyjmuję pierwszą lepszą ofertę. brak miejsca na różne sprzęty, wypchane szafy i pudła pod oknem tworzą chaos, w którym źle się czuję. brak mi przestrzeni i po prostu doprowadza mnie do szału przestawianie wszystkiego z miejsca na miejsce, bo i tak za chwilę robi się bajzel.
jeśli mi nie wyjdzie do wakacji, podam się do dymisji :)
na szczęście wszystko się udało, choć prawie cały dzień zmarnowany.
wróciliśmy w poniedziałek przed północą i wtorek spędziłam z córką, bo bardzo za nami tęskniła.
dzięki temu tydzień okazał się krótki, do tego w pracy mało zajęć, więc zupełnie lajtowo, i jeszcze ciągle ktoś z rodziny nam podrzucał a to obiad, a to zupę, wię nie musiałam gotować :)
i proszę, jeden taki lżejszy tydzień, a człowiek nabiera innego spojrzenia. i od razu mu się coś chce. miałam czas nawet poczytać książkę, co mi się nie zdarzyło od kilku (abo kilkunastu) miesięcy - nie licząc niegrubego poradnika w tzw. "międzyczasie".
pop raz kolejny ruszam temat przeprowadzki. odpuściłam sobie, bo straciłam i siłę i cierpliwość (ewedentny brak wsparcia po stronie mauża), a teraz podejmuję temat na nowo. jeśli nie wyjdzie, to słowo honoru, wystawiam nasze miszkanie na zamianę i przyjmuję pierwszą lepszą ofertę. brak miejsca na różne sprzęty, wypchane szafy i pudła pod oknem tworzą chaos, w którym źle się czuję. brak mi przestrzeni i po prostu doprowadza mnie do szału przestawianie wszystkiego z miejsca na miejsce, bo i tak za chwilę robi się bajzel.
jeśli mi nie wyjdzie do wakacji, podam się do dymisji :)
idą święta
[08.12.09/22:05]
a ja mam już prawie wszystkie prezenty. został mi mauż i Zosia. Jej już wiem co, więc wystarczy kupić. mąż za to wymyśla takie rzeczy, że szkoda gadać. jak dla mnie, to się na prezenty nie nadają. ale może ja się nie znam.
i dumna jestem. ominie mnie bieganie w pośpiechu i kupowanie byle czego. chyba się już nauczyłam. i dobrze :)
jestem zmęczona. chronicznie już chyba. dlatego chyba wyegzekwuję swój wolny weekend, bo odkąd mam dziecia, to jeszcze mi się nie zdarzyło pobyć samej dłużej, niż kilka godzin. najpierw miałam pomysła by zabrać małą gdzieś pod miasto, do jakiejś agroturystyki, na kilka dni, ale teraz sobie myślę, że może pojadę sobie gdzieś sama na weekend. wezmę książkę i przez dwa dni będę tylko spać, czytać i się byczyć. fajna perspektywa.
i dumna jestem. ominie mnie bieganie w pośpiechu i kupowanie byle czego. chyba się już nauczyłam. i dobrze :)
jestem zmęczona. chronicznie już chyba. dlatego chyba wyegzekwuję swój wolny weekend, bo odkąd mam dziecia, to jeszcze mi się nie zdarzyło pobyć samej dłużej, niż kilka godzin. najpierw miałam pomysła by zabrać małą gdzieś pod miasto, do jakiejś agroturystyki, na kilka dni, ale teraz sobie myślę, że może pojadę sobie gdzieś sama na weekend. wezmę książkę i przez dwa dni będę tylko spać, czytać i się byczyć. fajna perspektywa.
jestem
[07.12.09/20:19]
ale nie piszę, bo moje dni są do siebie bardzo podobne, a głębsze przemyślenia (jeśli ) mi się zdarzają to raczej w ciągu dnia, a wieczorem już ich nie pamiętam :)
wiekopomne może będzie tylko to, że sprzedałam ukochanego iphona i już za nim tęsknię i już żałuję, że to zrobiłam. ale czas był na niego. musiałam. i choć kiedyś uwielbiałam nokię, teraz nie wiem za bardzo za co
ale, jak to mówią, selawi :)
wiekopomne może będzie tylko to, że sprzedałam ukochanego iphona i już za nim tęsknię i już żałuję, że to zrobiłam. ale czas był na niego. musiałam. i choć kiedyś uwielbiałam nokię, teraz nie wiem za bardzo za co
ale, jak to mówią, selawi :)
tysiąc razy mówiłam, że nie lubię jesieni
[03.11.09/22:52]
ale czy ja mówiłam, że jednak jest jedna rzecz, którą lubię, gdy robi się zimno?
bo ja lubię GRUBE RAJSTOPY
te czarne, pasujące do wszystkiego (choć inne kolory też bardzo)
ale takie rajstopy to jest w ogóle super sprawa, i wygodne i seksowne i w ogóle fajne bardzo
a tak mnie dzisiaj naszło w pracy
tak, dziś też miałam spódnicę :)
bo ja lubię GRUBE RAJSTOPY
te czarne, pasujące do wszystkiego (choć inne kolory też bardzo)
ale takie rajstopy to jest w ogóle super sprawa, i wygodne i seksowne i w ogóle fajne bardzo
a tak mnie dzisiaj naszło w pracy
tak, dziś też miałam spódnicę :)